WYWIAD Z PANIĄ MALWINĄ ZOFIĄ SCHWIETERS ocalałą z sowieckiej deportacji podczas II Wojny Światowej część pierwsza

Columns: 

Druga masowa zsyłka i my byliśmy wzięci w kwietniu, pierwsza była  w lutym a trzecia w czerwcu.

 

Mówi Pani o deportacjach na Syberię w roku 1940.

Tak, masowa wywózka na Syberię, półtora miliona ludzi ze wschodniej Polski. Pierwsza była była 10 lutego, druga 13 kwietnia, a trzecia była w czerwcu 1940
i czwarta w czerwcu 1941 roku przed samym napadem Niemców na Rosję.

 

Jak Pani to pamięta, jak to się zaczęło?

No więc to zaczęło się przed wybuchem wojny od porozumienia reprezentantów Stalina i Hitlera, 23 sierpnia 1939 roku.

 

Mówi Pani o pakcie Ribbentrop-Mołotow?

Tak i o tym jednym punkcie który był nieujawniony, żeby podzielić Polskę między sobą, Rosją i Niemcami, ale
w pierwszym rzędzie trzeba 'odciąć głowę' narodowi. Najpierw wywożono profesorów z Uniwersytetów m.in
w Krakowie i we Lwowie, okupanci uważali, że najpierw trzeba usunąć inteligencję, urzęników państwowych,
a później będzie można zrobić co się chce. Przecież jak oni weszli to dzieci mogły być tylko w szkole powszechnej 6 lat i od razu zamknęli gimnazja, zaczęli wywozić studentów, wojskowych. Jeszcze jak Rosjanie weszli do Lwowa to wypuścili z więzień wszystkich więźniów, aby wzrosła przestępczość.

Czy Pani to pamięta, pamięta Pani jako to się to wydarzało? Bardzo długo nie było wiadomo co stało się ze zesłanymi, albo przynajmniej wierzono, że Ci ludzie  są w Rosji Sowieckiej. Jeszcze jak Sikorski zawierał porozumienie z Majskim (30/07/1941) wierzył, że oficerowie są w Rosji, że tych ludzi da się ocalić. Przecież wielu miało mu za złe że zawiera porozumienie z Rosją. Wtedy nie wiedziano jeszcze o masowych grobach w okolicach Katynia, Starobielska, Smoleńska, Ostaszkowa,  nie zdawano sobie sprawy z rozmiaru zbrodni, wciąż  myślano, że oni tam są, że wielu da się uratować.

W pierwszym rzędzie to Niemcy ogłosili że znaleźli groby oficerów polskich w Katyniu. Rosjanie nigdy się nie spodziewali że te groby zostaną odnalezione. Jak Niemcy wkroczyli rosyjski wieśniak  powiedział im, że są groby Polaków, ale oni nie zwrócili uwagi, dopiero kilka miesięcy później kiedy powtórzono im, że są groby
w lesie, pomyśleli, że trzeba tam zaglądnąć. I podali do wiadomości przez radio.

 

Wtedy zaproszono międzynarodową komisję, Czerwony Krzyż.

Tak to Polacy, Rosjanie nie chcieli. Początkowo Niemcy zwrócili się do polskiego Czerwonego Krzyża, ale Polacy nie chcieli współpracować z Niemcami, wtedy rząd polski zwrócił się do międzynarodowej społeczności, Szwarcarii, myślę.

 

A o tych sprawach o których Pani wie teraz  to wiedziała Pani już w Nowej Zelandii jako młoda osoba, czy wcześniej ?
Już w Persji

 

Czy to było tak że ludzie o tym mówili, dorośli między sobą rozmawiali, dzieci słyszały? W szkołach nauczyciele mówili? Jak Pani to pamięta jako dziecko?

Zaczęło się w Isfahanie, poznałam oficera.Generał Anders chciał te dzieci sieroty, w Isfahanie czymś zainteresować żeby nie myślały cały czas o tym co je spotkało. Daletego założono polskie harcerstwo. Było wtedy w Isfahanie bardzo dużo młodzieży około 2000, wiele sierot. Przyjechaliśmy tam bo był najlepszy klimat, było wysoko i sucho, były piękne góry. Polski rząd zdecydował, aby dzieci umieszczać w tej okolicy też ze względu na klimat. Perski szach był bardzo pomocny Polakom. Jeden dom był wynajęty od księcia perskiego. Ale tych domów dziecka było ponad 20. Mam taką książkę "Isfahan miasto polskich dzieci" i tam to jest opisane.

 

A te informacje np o Katyniu były znane dzieciom?

Nie.

 

Kiedy pierwszy raz usłyszała Pani o Katyniu?

Myślę że to było w Isfahanie. Niemcy ogłosili, że są groby polskich oficerów.

 

Słyszałem że dużo słuchano radio, całe rodziny siedziały przy odbiornikach i słuchały radia, oczekując wiadomości?

Tak mieliśmy dostęp do radia.

 

Także wiedziało się o tych zbrodniach?

Mój ojciec był w wojsku i przesyłał mi książki, on nie pisał o tym, ale zaczęły wychodzić czasopisma w Isfahanie, jedno 'Demawend' to była nazwa wysokiej góry. Wydwawano gazetkę 'Demawend'  mało numerów wydano.  Poza tym 'Junak',  ale 'Junak' nie wychodził
w Persji, a w Palestynie.

 

Wysiedlenia to wielka, obrzymia trauma.

Niesamowita.

 

Czy pamięta Pani dzień jak sie to stało?

Mieszkaliśmy w Rozwadowie obok Stalowej Woli - to był Centralny Okręg Przemysłowy. Tam były najnowsze fabryki polskie i było dużo szpiegów niemieckich, tak zwana 'piąta kolumna'. Ojciec był dentystą, należeli do Klubu brydżowego, gdzie się spotykali raz w tygodniu
i grali w karty.

Ponieważ to było blisko Stalowej Woli, Centralnego Okręgu Przemysłowego, tam też były fabryki polskiej amunicji i byli niemieccy szpiedzy. Wiem, że rodzice raz wracali skąd grali i ktoś widział dwóch mężczyzn, którzy kiedy przechodzili obok fabryk sygnalizowali coś za pomocą latarek. Ojciec poinformował władze miejskie.

 

A deprotacje?
Było bardzo dużo uciekinierów. Najpierw Niemcy wkroczyli. I te wozy, wozy ciągnące się, wozy, ci uciekinierzy z części Polski która była zajęta najpierw przez Niemców. Poza tym dobrze pamiętam polskie wojsko, pamiętam te panie, które przygotywywały posiłki dla żołnierzy: rozmaite, zupy i jedzenie. Pamiętam że na wozach byli ranni, pamiętam te wozy, jak one przejeżdżały i pamiętam w naszych kamienicach nasze panie gotowały, aby dać im jeść. Pamiętam takiego przystojnego młodego oficera właśnie przy tej kamienicy w której mieszkaliśmy. Ten młody oficer rozmawiał z tymi Paniami. Słyszałam później, że kiedy on był poza miastem odebrał sobie życie. Pamiętam jak to nasze wojsko się wycofywało.

 

To było tam gdzie mieszkaliście i Pani wtedy miała 8 lat. Co Pani wtedy myślała?

Nie wiem co wtedy myślałam, ale wiem że byłam jedyną wnuczką dla rodziców mamy i tatusia, byłam zupełnie rozpsuta. Miałam trzech kuzynów starszych od siebie ale byłam jedyną dziewczynką po obu stronach, księżniczką. Więc, na miłość Boską, jak oni mnie psuli. Jak ja lubiłam banany, banany były drogie, nie było łatwo, a oni mi kupowali te banany.

 

Dobrze jest mieć też dobre wspomnienia.A potem wszystko się zmieniło?

Tak, jako małe dziecko, dawali mi wszysko. Urodziłam się w Sokołowie, z Sokołowa rodzice przenieśli się do Niska.
I Nisko pamiętam - malutkie miasteczko, ładne. I tam była szkoła wojskowa, ojciec tam pracował, jako dentysta, dwa dni w tygodniu. Lubiałam bardzo z nim chodzić dlatego, że moi rodzice przyjaźnili sie z jedną rodziną oficerską. Oficerowie mieli tam domki. Bardzo lubiłam tam chodzić, dzieci oficerów miały przedszkole i bawiliśmy się. Mam fotografie.

 

I te fotografie Pani przewiozłą przez Syberię...

Więc jak przyszedł czas uciekać. Moi rodzice powiedzieli: my nie opuszczamy naszego miejsce, naszego domu. Tylko jak Niemcy wkroczyli, ten Pan nazywał się Mazur, kierownik szkoły do której chodziłam, też był w klubie
w którym rodzice grali w karty, on przyszedł do nas, zabrał ojca do przychodni i powiedział mu: "Słuchaj Zygmunt ktoś powiedział Niemcom, że Ty doniosłeś na tych dwóch szpiegów niemieckich, więc znikaj" i odszedł. U nas
w mieszkaniu niemiecki oficer zajmował już pokój. W ciągu dnia gdzieś pracował z adiutantem. Tata powiedział mamusi, a ona na to, że nie zostaje sama z dziećmi. A mieliśmy pomoc domową Rózię z wioski, ja byłam jej wdzięczna za opiekę, miałam nawet fotografię z nimi.
I bardzo lubiałam chodzić z Rózią, gdy szła odwiedzić rodziców we wiosce. Gdy rodzice zdecydowali się uciekać z Rozwadowa tata powiedział "no to pójdziemy do wioski Rózi" i tak się stało. Nie poszliśmy przodem ulicą, a od tyłu przez ogrodu. A jeszcze wcześniej widzieliśmy Żydów których Niemcy zabierali. Ale jeszcze przed Żydami zabierali całe dobytki. W Rozwadowie to zabrali sól
a gdybyście Państwo spróbowali chleb bez soli wiedzielibyście co to znaczy. Byliśmy pod okupacją niemiecką więc gdy Pan Mazur powiedział że ktoś poinformował Niemców o tych szpiegach, którzy zostali rozstrzelani, powiedział tatusiowi 'znikaj stąd bo będzie koniec zTobą'. Mama była bardzo przestraszona nie wiedziała co mają wziąć. No bo co mogli wziąć, tylko to co mogli nieść. A ja złapałam te fotografie.

 

Miała Pani wtedy 8 lat...

Tak

 

I te zdjęcia przeszły z Panią całą drogę syberyjską przez Isfahan do Nowej Zelandii. I ma je Pani tutaj,  75 lat później.

Tak zaczęliśmy od wioski Rózi, ale w tej wiosce nie mogliśmy być długo, to było zagrożenie dla rodziny Rózi ... Oni załatwili nam wóz, jechaliśmy nocami przez lasy
i dojechaliśmy do jakieś stacji gdy już ostatni pociągł odjeżdżał do Lwowa, ale to zabrało trochę czasu.

 

A wiedzieliście że Sowieci wkroczyli do Polski?
Nie, nie wiedzieliśmy wtedy. Przez dwa tygodnie byli Niemcy, jechaliśmy przez te lasy a jak dojechaliśmy do Lwowa to już był zajęty przez Rosjan.

 

Kiedy to było?

Musiało być pod koniec września, bo 17 września Rosja napadła na Polskę.

 

I tam zamieszkaliście we Lwowie?

Tak, tam mieliśmy krewnych, siostra ojca tatusia, oni mieszkali we Lwowie. Mieli restauracje, mieli dwie córki. Piękne kobiety - znane z tego, jedna była żoną adwokata,
a druga była zaręczona z malarzem. Jak dojechaliśmy do Lwowa, jakaś kobieta siedziała na stacji kolejowej dawała dzieciom, przybywającym uciekinierom, jeść cokolwiek miała, jakieś jabłka. Tym uciekinierom ... wszyscy byli głodni.

Zamieszkaliśmy u siostry Tatusia ale im zabrali restauracje. Dali nam ten pokój. Mieszkaliśmy obok kościoła, pamiętam ten Kościól i szkółkę do której mnie zapisali i to mieszkanie na drugim lub trzecim piętrze, na rogu ul. Św. Mikołaja
i Zyblikiewicza.

I tam Państwo byliście od września 1939 do kwietnia 1940 roku. A kto był?

Tak. Byłam ja z rodzicami i braciszek 4.5 roku młodszy.

 

rozmawiali Agnieszka i Przemek Dawidowscy

 

 
 
 
Zircon - This is a contributing Drupal Theme
Design by WeebPal.